Blog > Komentarze do wpisu

Jak remontowałam samochód

Męska część rodziny postanowiła, tylko nie wiem kiedy, nie wtrącać się do spraw związanych z moim samochodzikiem. Ostatnio jednak dotarło do  mnie, że zbliża się termin przeglądu samochodu, a mój ukochany Żółtek warczy jak sportowy samochód na jakimś torze wyścigowym. Tłumik jak nic.

Z bijącym sercem pojechałam na przegląd. Facet chodził nad samochodem i chodził, potem stwierdził, że ta dziura pod spodem w układzie wydechowym to chyba nie zrobiła się dwa dni wcześniej , jak sugerowałam. Spąsowiałam, ale twardo wytrzymałam słuszny zarzut kłamstwa. Podbił mi przegląd, zastrzegając, że mam natychmiast pojechać do mechanika i to zrobić, bo jak złapią mnie odpowiednie służby, to odbiorą mi dowód rejestracyjny, dostanę pewnie jeszcze jakiś mandat, że o dalszych problemach nie wspomnę.

Podziałało, oj jak podziałało. Od tego momentu  wiedziałam, że już wszędzie czeka na mnie jakiś patrol, jakby mnie nie było z daleka słychać... Poza tym wyszło mi na to, że muszę dokonać naprawy natychmiast, bo nie chcę się męczyć potem z wydziałem komunikacji (bo, że odbiorą mi dowód rejestracyjny w ciągu  najbliższych dni lub godzin, było dla mnie oczywiste).

To była środa. Mechanik stwierdził, że mogę przyprowadzić samochód, ale dopiero we wtorek, bo teraz jest trochę zajęty. To dla mnie było zdecydowanie za późno. Już szukają mojego Żółtka!! Umówiłam się jednak na WIZYTĘ (jak do lekarza) i zaczęłam myśleć nad innymi drogami, bo samochód był mi potrzebny na cały weekend.

Dziedzice znaleźli mi znajomego mechanika, ale ten nie miał akurat aparatury do spawania tłumika. Poradził mi jednak - złoty Chłopak - żebym pojechała do miasta i poradził specjalistów od tłumików. Wskoczyłam w czwartek rano w samochód i najciszej jak się dało, bocznymi drogami, dotarłam do mechanika.

Pan był bardzo konkretny, stwierdził, że musi obejrzeć wydech. Dobrze, że sam sobie wjechał Żółtkiem na kanał. Mnie zawsze się wydaje, że wpadnę do środka którąś ze stron. Niestety, orzekł, że ze spawania nici, gdyż niektóre części są już porządnie skorodowane, poza tym były już na tym próby spawania (poprzedni właściciel?) i to trzeba by wymienić.

- A ile taka przyjemność? - spytałam zdesperowana

- 360 z robocizną

Odetchnęłam z ulgą, bo mniej więcej tyle pożyczyłam od Dziedziców (koniec miesiąca, cudów nie ma, żebym śmierdziała kasą). Pozostała jeszcze kwestia terminu. Z tyłu głowy miałam  wtorkowy termin umówiony u lokalnego mechanika i najbliższy weekend wymagający jazdy

- A kiedy mógłby Pan to zrobić ? - spytałam przymilnie

- No w tej chwili to nie mam czasu - odpowiedział, a ja już umarłam z trwogi - ale tak za godzinkę może Pani wrócić po samochód...

"Chryste, Człowieku z nieba mi spadłeś!! Kocham Cię!! Wrócę z miasta bez strachu o patrol policji. Rany!!"  Prawie bym faceta  wycałowała, ale się w porę  wyhamowałam, bo co uchodzi dwudziestolatce to już niekoniecznie kobiecie w odpowiednim wieku (szlachetny rocznik wszak ci to)

Przez  godzinkę pokręciłam się po świecie, myśląc mściwie, że jak mi teraz któryś z domowych facetów powie, że nie mają wyprasowanej koszuli albo sparowanych skarpetek, to tak jak ja usłyszałam "no musisz sobie jechać do mechanika i pospawać ten wydech", też im powiem: "no musisz sobie Kochanieńki pójść pod pralkę i wyprać tę koszulę"

Ale w końcu - dałam radę, no nie?

piątek, 01 września 2017, psorka73
Tagi: samochód

Polecane wpisy

Darmowy licznik odwiedzin