Kategorie: Wszystkie | ogród nasz powszedni | życie rodzinne
RSS
środa, 07 sierpnia 2013

Najpierw masz szesnaście tysięcy kompleksów: że sylwetka nie taka, że Baśka ma śliczne długie włosy, a twoje mama nakazuje obcinać na krótko od niepamiętnych czasów, że Magda ma swojego pierwszego chłopaka, drugiego , trzeciego, a ty nic... że wszyscy wokół są fajniejsi od ciebie... Dobrze  się uczysz?  A co w tym wspaniałego? Na własne życzenie pozbawiasz się życia towarzyskiego. Ale jak tego nie robić, skoro prawie każdy przechodzący obok ciebie chłopak wywołuje ścisk w gardle lub napad wewnętrznej paniki?

Potem jesteś Tą jedyną dla Tego jedynego. I jest dobrze, chociaż gdzieś w środku zaczynasz się zastanawiać nad tym, czy dobrze robisz oddając w Jego ręce całe swoje życie. Nawet może rezygnujesz z dobrze zapowiadającej się kariery zawodowej/ naukowej/ finansowej by stworzyć dom i rodzinę, bo tak cię nauczono.

Jeszcze później ciągniesz ten dom tak zawzięcie, że zapominasz o sobie. O tym , że nie jesteś maszyną do przewijania, prania , sprzątania i gotowania. Padasz na nos, gdy Twojemu Jedynemu zachciewa się figli. A kiedy Jedyny wraca coraz później do domu i powarkuje na ciebie, to jeszcze nic ci nie kiełkuje w głowie, bo sądzisz, że kocha cię przecie tak samo, jak ty jego.

A potem przeżywasz niejedno. Jak już się ockniesz i to w dobrym tego słowa znaczeniu, tj.  przypomnisz sobie kim jesteś naprawdę, że twoja wartość tkwi w tobie samej, dzieci stają się nastolatkami.

Przestajesz być dziewczyną, stajesz się kobietą. Już nikt nie potraktuje cię lekceważąco w urzędzie, mówią ci grzecznie dzień dobry. Tylko ... kiedy  nabyłaś się dziewczyną? Kiedy miał miejsce czas na niewinne flirtowanie, żarciki, świadomość własnej dziewczęcości i  kobiecego piękna,  tych iskierek zainteresowania  ze strony płci  przeciwnej?

W momencie gdy potrafisz się już uporać  z lękiem przed mężczyznami, nie peszą cię ich spojrzenia i stają się dowodem na to, że jesteś godna zainteresowania,  dociera do ciebie, że zainteresowania innych nie musisz interpretować w sobie  jako pierwszych kroków do zdrady małżeńskiej, okazuje się, że pewne rzeczy i zachowania już nie przystoją. Możesz  być co najwyżej śmieszna... A nie ma nic gorszego i bardziej żałosnego chyba niż kobieta dojrzała próbująca zatrzymać w sobie nastolatkę i ubierająca się bardziej wyzywająco od swojej dorastającej córki.

Jak zatrzymać młodość? Już nie chodzi o wygląd, bo tu akurat kobiety w tym wieku mają wiele możliwości. W końcu stać je na kupienie droższego ubrania, pójście do fryzjera wtedy, gdy im na to fantazja pozwala, czy regularne ćwiczenia fitness. Pod tym względem są niezależne. Moja kochana koleżanka zastanawiała się kiedyś, kto reguluje rynek ubraniowy. Według niej  działania w tej branży są nielogiczne. Większość sklepów proponuje ubrania dla  osób z figurami dwudziestolatek, gdy tymczasem  zasobniejszym portfelem dysponują jednak kobiety nieco starsze , ale i często nieco tęższe. Dla nich pozostaje raptem kilka sklepów "dla puszystych".  To nie jest logiczne i nigdy nie będzie...

Jak zatrzymać młodość w duszy? Jak nie poddać się myśli, że coś bezpowrotnie ucieka i już tego nie doświadczę... A może trzeba po prostu  żyć tym, co nam zaoferowano, a tamto, no trudno? Moja mama mimo 63 lat powtarza , że w środku ma 28 i koniec . Nie  szaleje, nie ma problemu z tym, że jej wnuki mają już 15 lat. Po  prostu żyje. Co pozostawiła za sobą. tego się nie dowiem... Co ja jeszcze pozostawię w życiu  nietknięte?

Zaczynam chyba rozumieć facetów w kryzysie wieku średniego. Też pewnie chcieliby coś zatrzymać...

Przeżywam kryzys wieku damsko - męski?

Tylko po co na to tracić czas?

I to jest właśnie niesprawiedliwe !

15:17, psorka73
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 05 sierpnia 2013

Zostaliśmy skierowani z Jedynym Mężem przez NFZ na badania  profilaktyczne w kierunku  chorób układu krążenia (jesteśmy równolatkami, jakoś tak wyszło). Poszłam, a jakże. Pobieranie krwi i mierzenie ciśnienia to nic w porównaniu z tym, że trzeba było się zmierzyć z pasie, ramieniu i co gorsza, zważyć. Koszmar. Zawsze miałam z tym problem. Zaraz mi wyliczą BMI i okaże się, że to już koniec, nadaję się do programów w stylu "my cię zajeździmy, a łabędziem i tak nie zostaniesz". Jednym słowem przeżyłam  niemałe emocje i może dlatego ciśnienie mi wyszło wzorcowe, bo do tej pory  to ledwo, ledwo coś mi tam w tych żyłach chlupotało.

Analiza krwi wykazała podwyższony cholesterol (240 a może być 200), cała reszta natomiast wyszła bardziej do rzeczy. Podczas wizyty ucięłyśmy sobie z panią doktor interesującą rozmowę na temat tego,że jednak powinnam zmienić nawyki żywieniowe, bo tak będzie lepiej. Najbardziej dobił mnie fakt, że fatalnie żywię się od samego rana. Otóż od wielu lat, bladym rankiem, popijamy sobie z Jedynym Mężem kawę - parzoną, nie jakieś tam rozpuszczalne cudactwa, ja z mlekiem (a po co - słowa p. doktor), a Jedyny z mlekiem, cukrem i papierosem. Tu z dumą muszę nadmienić ,że nie palę już od 2 lat, 2 miesięcy i 24 dni...chociaż gdybym dała się skusić, to pewnie musieliby mnie z paczką pochować...

Niestety, mój pomysł na kawowe śniadanie jest nie do przyjęcia. Mam eksperymentalnie zjadać śniadanie, maksymalnie najpóźniej 40 minut od wstania z łóżka, potem mogę wypić sobie kawkę (nawet bez mleczka). Tylko jak to zrobić, skoro rano wszystko staje mi w ustach, czasu mało, nie będę wstawać wcześniej tylko po to , żeby usmażyć sobie jajecznicę ! Najlepszym wyjściem mogą okazać się płatki owsiane. Już kiedyś tak robiłam - kawa rano, a do pracy owsianka. A teraz muszę to samo, tylko że na odwrót. Ciekawe ...

- A zupki to ze śmietaną pewnie - spytała pani doktor

- Nigdy, zawsze z mlekiem - stwierdziłam zgodnie z prawdą

- A po co? - zdumiała się doktorowa - przecież jak pani lekko blenderem potraktuje  warzywa to będzie wrażenie  gęstszej i treściwszej

No może i racja, tylko że mieszkam z trzema  rosłymi facetami w domu, którzy najbardziej  ze wszystkich warzyw lubią karkówkę...

- Pani doktor, ja mam mięsny dom! Nic na to nie poradzę

- Ale grillujecie to chociaż troszkę?

- Tak

- A śmietana w domu?

- Tylko chłopcy do gofrów...

- A majonez ?

- No niestety tak...

I tak sobie gawędziłyśmy o jedzeniu, bieganiu, gimnastyce, że aż mi się w środku słabo zrobiło. W drodze do domu (przebytej pieszo, ale nie ma się co podniecać, to raptem kilkaset metrów) postanowiłam zmienić swoje nawyki, nawet to pierońskie śniadanie. Mam za pół roku sprawdzić ponownie cholesterol. Może też będę chudsza i silniejsza.

Póki co zawzięłam się i ćwiczę, od lipca, prawie codziennie. Rano albo wieczorem, jak męska część rodziny nie widzi. Zestaw podstawowy  to 3x 30brzuszków, a do tego cała masa różności na nogi, biodra i pupę, co  tylko udało mi się znaleźć w internecie, A jest tego mnóstwo. Wszystkie te ćwiczenia mają ten mankament, że na efekty trzeba trochę poczekać, te jednak w końcu się objawiają. Ćwiczę tyle, żeby przekroczyć 30 minut  i do tak do całkowitego zmęczenia.

Zobaczymy, co będzie za pół roku.

 

 A Jedyny Mąż wziął sobie na badania cały dzień urlopu, po czym pieklił się , bo potrzebował w sumie około pół godziny. Następnego dnia do domu zadzwoniła pielęgniarka z informacją, że Jedyny ma przyjść na krzywą cukrową, ponieważ wyniki cukru wyszły koszmarne. Okazało się,że Jedyny nie popadł w cukrzycę, tylko zjadł przed badaniami swoje normalne śniadanko, czyli filiżankę parzonęj kawusi z mleczkiem (2%) i cukrem, przemieszanej z papieroskiem.

Badania mus jest powtórzyć. A to się Chłopina ucieszył ...

Darmowy licznik odwiedzin